producent sprzętu audio najwyższej klasy



HIGHFIDELITY.PL

Amplifikator Bitofon

PreAmplifikator Gramofonowy

Amplifikator G

Amplifikator 2003

Etera Allumina

Etera Fibra

 

Amplifikator 2003

 

 9/2005

  • Amplifikator obsługuje każdy rodzaj muzyki z równą swobodą i pewnością siebie. Jego dynamika jest wyśmienita i pozwala tchnąć życie w nawet z pozoru nagrania. W trudnym materiale monofonicznym, przekopiowanym z szelakowych płyt 78 rpm (The Mills Brothers, Spectacular, Going For a Song, GFS275) wzmacniacz pokazał, że w teoretycznie pozbawionym dynamiki sygnale jest wiele „oddechu” i powietrza. Elementy te muszą zostać starannie i z czułością „odkryte”, a tor odruchowy musi mieć odpowiednie rezerwy, żeby nie wnosić własnej kompresji. Głosy braci Mills były rysowane dokładnie, z rozróżnieniem poszczególnych „instrumentów”, których brzmienia były przez nich naśladowane.
  • Mimo, że nie jest to wzmacniacz „dla każdego”, Amplifikator 2003 wydaje się bardzo udanym, znakomicie zbudowanym i wiarygodnym urządzeniem. Jego dźwięk jest wyrównany i tylko mocniejsza wyższa średnica każe zachować trochę ostrożności przy podejmowaniu decyzji lub dopasowywaniu innych elementów systemu.

 

11/2004

  • Amplifikator rwie oko aż miło. Od strony konstrukcji i wykonania prezentuje się równie dobrze. Zamiast giętej blachy, mamy obudowę skręcaną z płyt aluminium w tej cenie rzadkość, a  jakość wykończenia powoduje, że nie chce się skrzynki wypuszczać z rąk.
  • Najnowsza inkarnacja trójmiejskiego wzmacniacza gra solidnie. Tak można określić ogólne wrażenie, jakie pozostało mi po długim odsłuchu Amplifikatora. Nie ma tu podkreślania jakiegoś podzakresu pasma akustycznego, nie ma faworyzowania żadnego rodzaju muzyki. Częstowany naprzemian barokową kameralistyką, wielką symfoniką, triami jazzowymi i „Piątym Elementem”, ze wszystkich obowiązków wywiązywał się dobrze. Na plus zaliczyć można spokój prezentacji i przyjazny dźwięk. Amplifikator nie skaleczy ucha i nie zepsuje brzmienia.
  • Trzeba przyznać, że Amplifikator to świetnie wykonana elegancka maszyna, która sprawdzi się w wielu konfiguracjach. Zalecałbym zwłaszcza połączenie ze szczegółowymi zestawami głośnikowymi o bogatej barwie. Że w klasie cenowej Amplifikatora takich niewiele? Cóż to dobry klocek i warto poszukać czegoś ekstra.
  • Amplifikator zaproponował spokojny dźwięk z oznakami klasy, połączony z wyjątkową jakością wykonania i komfortową obsługą. Do tego eleganckie wzornictwo. Polscy producenci nieczęsto tak nas rozpieszczają.

09-10 [27] 2003

  • Pomimo nieco surowej urody, Amplifikator wzorem Passa (do którego jest zresztą nieco podobny) gra pełnym i dużym dźwiękiem, który przywodzi na myśl raczej rasowe urządzenia lampowe niż półprzewodnikowe.
  • Amplifikator jest przykładem na to, że za relatywnie niewielkie pieniądze można zaproponować znakomicie wykonany i pięknie grający wzmacniacz.(…) I ciekawe – wzmacniacz półprzewodnikowy, ale z elementami grania lampowego.

 

Amplifikator S


3/2006

  • Scena w porównaniu do szerokości jest znacznej głębokości. Ogólnie obraz pozorny rysowany jest pomiędzy zestawami głośnikowymi. Gwałtowne skoki dynamiki oddane bardzo dobrze, brak jakichkolwiek ograniczeń w tej materii.
  • Na płycie Bjork Amplifikator przedstawił zakres basu w samych superlatywach. Brak jakichkolwiek problemów z ciągłością tonalną do najniższych tonów zapisanych na płycie włącznie. Scena rysowana w linii, jak i przed linią łączącą zestawy.
  • Możliwości eski w skali mikro czy też makro dynamiki są na bardzo wysokim poziomie, zawartość dźwięku i swego rodzaju nieobfity przekaz w zakresie najniższych częstotliwości powoduje, że dłoń sama kieruje się w stronę przycisku <+ volume> na pilocie.
  • Kontrabas oddany bardzo dobrze, z ładnym wybrzmieniem. Analityczność jest na dobrym poziomie, pozwalając delektować się muzyką. Tak, Amplifikator to muzykalne urządzenia. Na płycie Empire Brass Quintet rozciągnięcie, zróżnicowanie i trzymanie w ryzach basu może się podobać.
  •  Wzmacniacz zaskakuje melodyjnością i akuratnością każdego dźwięku. Daje to w sumie bardzo wyraźne, a zarazem nie męczące brzmienie, gdzie zróżnicowanie niskich częstotliwości, z różnorodnością dźwięków w zakresie średnim, z nie narzucającymi się wysokimi tonami sprawia naprawdę dobre wrażenie.

 

Amplifikator G

 

 3/2006

  • Żywe brzmienie. Tak można by w dwóch słowach opisać wrażenie z odsłuchu Amplifikatora. Model „G” miło mnie zaskoczył, nie spodziewałem się aż takiej poprawy w stosunku do modelu „S”, a tu niespodzianka!
  • Bardzo dobre zogniskowanie dźwięków na scenie, podparte odpowiednią wagą najniższych tonów, sprawdza się w wypadku Amplifikatora wyśmienicie.
  • „ G” na rockowym materiale ukazuje pełnię swoich możliwości. Bardzo dobra czytelność każdego zakresu pasma. Scena może nie nazbyt obszerna, jeśli mówimy o szerokości, ale głębokość z mnogością stabilnych i dobrze zogniskowanych planów zrekompensuje i to w nawiązce pewne niedobory w tym względzie. Wokal Freddie’go bardzo dobrze wypełniony, z odpowiednim wybrzmieniem i logicznym rozmiarem bez nadmiernego powiększania. Perkusja bardzo energetyczna, szybka, z bardzo dobrym wykończeniem każdego uderzenia. Utwór „My Melancholy Blues” przekazany został z odpowiednią dawką ciepła, fortepian oddany w pełnym zakresie, z miłym wybrzmieniem i bardzo naturalnym charakterem. Gitara  basowa odtwarzana bardzo szczegółowo, słyszalna jest każda zmiana siły wywieranej na struny. Na materiale muzycznym bogato wypełnionym instrumentami (Empire Brass Quintet) zachwyca stabilność obrazu dźwiękowego. Fanfary oddane zostały z pełnym blaskiem i odpowiednio śladowym cieniem metaliczności, oddającym naturalność instrumentu. W ogóle instrumenty dęte oddane zostały bardzo poprawnie z bogatym zróżnicowaniem tonalnym. Scena prezentowana była z odpowiednią wysokością, głębokość nie mniejsza niż jej szerokość może przysporzyć tylko zwolenników Amplifikatorowi. Szybkość, z jaką kontroluje najniższe częstotliwości robi naprawdę dobre wrażenie. Bogactwo barw i wszelkie niuanse brzmieniowe, jakie ten wzmacniacz jest w stanie wydobyć z płyty są zadziwiające. Jedno jest pewno, słuchacz może poznawać swoją płytotekę na nowo.
  • David Becker Tribune pokazał, że nieobce jest Amplifikatorowi jazzowe granie. Tempo, kontrola, wyrazistość i ta wszędobylska świeżość brzmienia ze sprężystym, zwartym i bardzo nisko schodzącym basem sprawia, że nie nudzimy się słuchając muzyki. Jednym słowem (no może dwoma) wzmacniacz z charakterem!

 

8/07

  • Testowany model G charakteryzuje się nietuzinkowym designem i bardzo dobrą jakością zastosowanych materiałów – na każdym kroku widać dbałość o szczegóły, co przy tej klasie urządzenia jest całkiem zrozumiałe.
  • Żywe brzmienie – tak można by w dwóch słowach opisać wrażenia z odsłuchu polskiego wzmacniacza. Amplifikator sprawia, że nie musimy się martwić o wzmocnienie – mamy oddawać się przyjemności obcowania z muzyką. Model G charakteryzuje się ponadprzeciętną szybkością przekazu, jest muzykalny, dobrze oddaje tonalne niuanse nagrań, a najlepiej sprawdza się w materiale rockowym. Niewiele można mu zarzucić podczas odsłuchu muzyki klasycznej – ma ona należyty rozmach i potęgę
  • Jeśli chodzi o poziom analityczności, to konstruktorowi udało się osiągnąć udany kompromis między ilością przekazywanych detali a muzykalnością – można w tym wypadku mówić o tzw. „złotym środku”. Brzmienie fortepianu zostałżo oddane w pełnym zakresie z miłym wybrzmieniem, w bardzo naturalny sposób. Gitara basowa została pokazana niezwykle szczegółowo – słyszalna była każda zmiana siły wywieranej na struny. Szybkość, z jaką Amplifikator kontroluje najniższe częstotliwości, robi naprawdę duże wrażenie. Bogaty materiał muzyczny zachwyca stabilnością obrazu dźwiękowego – model G nie gubi się w bardziej złożonych partiach, a bogactwo barw i wszelkie niuanse brzmieniowe, jakie jest w stanie wydobyć z płyt, pozwolą niejednemu słuchaczowi odkryć swoją płytotekę na nowo.

 9/2007

  • Ogólne wrażenie z oględzin Amplifikatora jest bardzo dobre, ciekawe wzornictwo kojarzy się trochę ze Skandynawią, a trochę z nowymi wzmacniaczami Passa. Ergonomia jest bez zarzutu, zaś wnętrze daje nadzieję na dobry dźwięk.
  • Czy większy krewniak, mocniejszy i z potężniejszym zasilaczem, okaże się krokiem w pożądanym kierunku? Po miesiącu spędzonym w towarzystwie złotego Amplifikatora mogę stwierdzić, że tak. O ile brzmienie srebrnej integry można określić jako pozbawione cech szczególnych, o tyle złota od początku zwracała na siebie uwagę basem i makrodynamiką.
  • Nagrania wokalne to kolejny atut Amplifikatora. Zacząłem od 180-gramowego wydania Jacinthy, które czarowało barwą głosu ludzkiego i saksofonu, przestrzenią i pięknym oddaniem akompaniującego kontrabasu. Dźwięk nie był sztucznie napompowany, tylko muzyka grała, pełna, bez ochłodzenia czy zamulenia.

 

Bitofon

 

AUDIOSTEREO.PL

02/2009

Amplifikator Bitofon

 

3/2008

  • Na nagraniach jazzowych (np. „Kind of Blue”) uwagę zwraca szerokość sceny. Bitofon z łatwością umieszcza źródła pozorne szerzej od rozstawienia głośników; bardzo dobry wynik. Kontrola basu stała na dobrym poziomie. Nagrania większych składów kameralnych pozwoliły jeszcze lepiej ocenić zdolności urządzenia do rysowania sceny stereo.
  • Głos ludzki jest oddawany bardzo dobrze; cechuje go właściwa barwa i waga. Sprawdziłem do na Jacincie, Elli, Rebece i Pidgeon, a także na Renee Fleming i kilku panach. Wrażenie zawsze było dobre, głosy ani odchudzone, ani świszczące czy przyciemnione. Bez trudu można było odnaleźć atmosferę klubu jazzowego albo scenę teatru operowego. Wokal był zawsze ulokowany w odpowiednim otoczeniu i atmosferze, zróżnicowanie barwy i głębokości – bardzo dobre. W wymagających fragmentach z udziałem orkiestry symfonicznej (np. samplera RR „Tutti”) odtwarzacz poczyna sobie zwinnie. Towarzyszy temu zdolność wydobywania detali z gęstego tła. Szczegóły dźwięczą i unoszą się w powietrzu i wypełniają scenę. Można powiedzieć, że Bitofon należy do źródeł raczej lekkich niż masywnych i nie skleja składowych miodem. Wszystko płynie wartko i jest rozświetlone. Bitofon to silny zawodnik w swojej klasie. Jakość dźwięku w połączeniu z przemyślaną ergonomią i bardzo dobrą jakością wykonania czyni z niego pozycję wartą rozważenia przy wyborze odtwarzacza CD wyższej klasy.
  • Bitofon to urządzenie neutralne i przejrzyste. Na jednym z bardziej wymagających materiałów – balladach Chopina w wykonaniu Christiana Zimmermana – nie usłyszałem podbarwień, wprowadzanych przez odtwarzacz. Brzmienie fortepianu było klarowne, perliste, a kontur instrumentu, chodź wyrysowany dość daleko za linią kolumn, pozostawał czytelny i nigdy się nie rozmywał. Kulminacje zostały oddane bez śladów zabałaganienia czy wyostrzenia. Wyższe oktawy zabrzmiały gładko, bez często spotykanej nosowości.
  • Odsłuch wokalny z towarzyszeniem orkiestry kameralnej („Cantatas Concerts & Magnificat” Vivaldiego) potwierdził klasę urządzenia. Wrażenie robiła doskonała analityczność z jednoczesnym zachowaniem spoistości brzmienia. Głos Emmy Kirby został pięknie oddzielony od tła i nasycony alikwotami. Porównując na dwóch odtwarzaczach same partie orkiestrowe u Vivaldiego, a zaraz później koncerty skrzypcowe Bacha (Simon Standage), nie potrafiłem zdecydować, któremu z urządzeń przyznać prymat. Meridian brzmiał w górze bardziej soczyście i aksamitnie, Amplifikator z kolei klarowniej i chyba – nie bójmy się tego słowa – prawdziwiej.
  • Dynamika, głębia ostrości, oddech i przestrzeń, wylewająca się za linię kolumn na boki – myślę, że wielbiciele składów ciężkich i gęstych powinni zwrócić baczną uwagę na rodzimy odtwarzacz.
  • „Przedsionek hi-endu” to nadużywane przez recenzentów określenie. Ale jak inaczej nazwać sprzęt, który przy atrakcyjnej cenie oferuje brzmienie kojarzone z droższymi urządzeniami? ”Kruchta hi-endu” nie brzmi zachęcająco, dlatego pozostańmy przy stwierdzeniu, że Amplifikator może się z powodzeniem mierzyć z niejedną uznaną marką.


Pre Amplifikator Gramofonowy

 

 2/2006

  • Pre Amplifikator Gramofonowy gra tak, jak wygląda. Czyste, uniwersalne brzmienie z klasą. Jego istotną cechą, jest niski poziomo szumów; PAG jest cichy ja nagrobek
  • Trudno mi wskazać jakieś szczególne braki tego przedwzmacniacza, trudno mi też przypisać mu jakąś sygnaturę brzmieniową. PAG jest przeźroczysty, przestrzenny, szczegółowy, ale bez kliniczności. Mniej romantyczny i ciepły niż Era V, mówi za to więcej o współpracującym sprzęcie.
  • Bardzo dobrze brzmiący Przedwzmacniacz Gramofonowy o świetnej relacji jakości do ceny. Okazja.

 

 

Recenzje starszych produktów

9/2000

[...] "dźwięk oferowany przez Amplifikatora jest łagodniejszy, pełny, bardziej wpadający w ucho, uderzający sporą ilością detali, nasycających nie tylko zakres średnicy, ale tym razem również wysokich tonów. Jednocześnie, dzięki doskonałemu rozbudowaniu niższych rejestrów, wzmacniacz potrafi zagrać znacznie bardziej masywnie i potężnie. Analityczność nie wiąże się tu z osuszaniem, ale towarzyszy jej odpowiedni ciężar przekazywanych informacji."

12/2000

Wyróżnienie "produkt roku 2000"
[...] "oferuje nadzwyczajną muzykalność, bardzo harmonijne połączenie cech analityczności i spójności"

3/2001

[...] "Pełny, częściej raczej łagodny niż drapieżny, ale zawsze soczysty dźwięk chwali się odpowiednio rozwiniętymi wszystkimi podzakresami, i pełną między nimi harmonią. Wysokie tony nie są wyostrzone, a jednak słychać bardzo wiele detali, bas nie dominuje, potrafi jednak zagwarantować poczucie fundamentu. Dobra kontrola nie zamienia się w sztywność, dynamika nie jest mechaniczna, muzyka ma dużą przestrzeń i swobodę.

10/2000

[...] "Amplifikator to urządzenie, które w niewielkim stopniu ingeruje w dzwięk. Drobne odstępstwa od całkowitej przejrzystości, przesuwają brzmienie ku lekkiemu ociepleniu. Dźwięk nie jest zbyt analityczny, detale są zaznaczone w subtelny sposób."

11/2000

[...] "...twórcy Amplifikatora pokazali, co potrafią. Takiej sceny, a już przede wszystkim projekcji głębi dawno nie widziałem w urządzeniach za podobne pieniądze. Co za lokalizacja na dalszych planach ! Co za finezja i definicja źródeł pozornych ! Wierzcie Państwo - duża klasa."

Maj 2000

Radmor Amplifikator